AUTOR NIEZNANY

po raz pierwszy
od dłuższego czasu
piszę wiersz
w pierwszej osobie

ale hej hola
wstrzymajcie afekta -
w pierwszej znaczyć nie musi
we własnej

- to nie ja, to misio
powiedziało dziecko 
czujnie napiętnowane
przez mać swoją 
za emisję bąka

no właśnie
pierwsza osoba
to mały pikuś 
od zawsze wypierdek
tego drugiego

możnego

czy miś to
lewiatan
czy twój brat Abel
^



21.35

wchodzę do ciemnej kuchni
jestem tajny
i precyzyjny

robiąc szybkie kanapki
rozmyślam jak to kurcze jest
z tym drugim przyjściem Jezusa

znaczy się
mam życie duchowe

tak
w przerwie meczu
to ja mam życie duchowe
jak sam
David Duchovny
^





PROMOCJA PASZTETU W ASORTYMENCIE

Ej Parsifalu
już nie szukaj

wal prosto do supermarketu

tam Graala dają
za jedyne
złoty pięćdziesiąt dziewięć groszy

jeśli się zaraz zdecydujesz
dostaniesz dziesięć procent gratis
Graala o smaku pieczarkowym
lub tradycyjnym lecz się pospiesz

żadna promocja nie trwa wiecznie
^




LOS CZŁOWIEKA

już byłem w ogródku
już witałem się z gąską
ale nagle ktoś gąskę
zawołał 

na obiad
^




PO ŻYCIU

no więc
moja dusza wzięła
i umarła mniej więcej
w piątek po południu

chyba leciał w telewizji jakiś mecz
a ja przeglądałem prasę kobiecą
i pogryzałem herbatniki

i ujrzawszy w którym tkwiłem anturaż
rzekłem oto jest letniość
grzybość
i niewydarzy-się-już-nicość

(ale przede wszystkim grzybość)

zatem zgon -
gdy dusza nie dryga
po co czczo mielić syntaksę i wenę

tak oto
- kończę

P.S. Chyba że moja dusza ma na imię Łazarz
i przebudzona do drugiej śmierci
hulając poniesie swój własny ogarek
wtedy nie ma sprawy

ale co jeśli ma na imię Darek?
^



 *** 

prędzej umrę! 


- a nie będę 
kochał cię zawsze

(duch wprawdzie ochotny
ciało jeszcze bardziej

ale wiesz rozumiesz

pewne niezależne 
okoliczności przyrody
nienegocjowalnej
zużycie metaboliczne 
i tak dalej

no krótko mówiąc
góra 120 lat

no a potem 
- się zobaczy)
^



ZA KAŻDYM RAZEM JEST ILUMINACJA

siedzi tam sobie
przy stole w kuchni
je mandarynkę choć na nią nie patrzy
czyta kryminał
a pod ubraniem
jest proszę ja kogo zupełnie goła

go-ła!    

	naga... 

		nie ma nic na sobie!
^



POMYŁKA FREUDOWSKA
ALBO NAŚLADOWANIE LEŚMIANA
... i było lato i łupież w łubinie ................... ................... ................... [miało być: lubież] zresztą niech będzie łupież niech żyje łupież lubież i papież
^



NAGAPE

bo na początku
to chyba jednak
chodzi o to
że chcesz zobaczyć
jak ona wygląda 
na golasa

zobaczyć
i nie przepuścić 
wytarzać się w niej 
użyć

a agape?

agape przychodzi później
gdy ona je kanapki z serem i majonezem
które jej zrobiłeś
i jakiś okruch przykleja się
do jej spoconej skóry nad ustami

i chcesz jej powiedzieć
o piękności moja 
ale nie mówisz i słusznie
bo to trochę za mało
i milczysz z pokorą


tak
agape przychodzi później
chyba że kto gapa
albo niemota
i na niego bęc
^



NADCIĄGA TOMEK

nadciąga Tomek
Apokalipsy
^





WYJAŚNIAM MIERZWĘ, ALE BEZ PRZESADY

dusza i organizm
organizm i dusza

kędy stanowią
jakiś wspólny cypel?

czy w rzeczy samej jest tak że dusza
bezwolnie i na zawsze grzęźnie
w ciała lagunach malarycznych
przez jego miazmaty stumaniona
dźwignąć się pragnie
lecz zawsze upada
w ciała mdłe błoto
- zatem w jego dyktat?

czy wręcz przeciwnie

najpierw jest słowo
co światy przemierza
i to wokół niego gdy czas się staje
zaczyna gęstnieć kwantowa piana

gęstnieje-chamieje
w kształty pączkuje
kwark - mitochondrium - jelito grube

w tym scenariuszu błoto ciała
wobec Zamysłu wtórnie stoi
w służebnej wypełniacza roli
(lub zapchajdziury jak kto woli)

i godzi się z tym!

gdy czas się spełnia
swym odchodzeniem pokornie przyznaje
że gównem jest tylko
i jak gówno kończy

dusza - organizm
organizm i dusza

czyj dyktat ?
i pierwszeństwo czyje?

(a może jednak ich udziałem
przyjazna pospólność
przemięszanie?
wzajemny całkiem cny parytet
w Boga koszyku walutowym?)
^


MAÑANA

powoli, powoli
dlaczego od razu
wystawiasz sobie
ten kretyński kaptur
plus w suchej dłoni
- starszą siostrę sierpu?

albo te tiule woalki
i szczypanki białe
kryjące cielesność dyskusyjną damy
co przyszła złożyć
najchłodniejszy pocałunek

nie mówiąc już
o sformułowaniach typu
"pęknięcie serca, tej bańki życia"

wolnego

ja będę siedział w ogrodzie
a będzie to pora
gdy kwitną ostatnie powojniki
i zaczyna przebarwiać się winobluszcz

powietrze będzie czyste  i spokojne
bez tej natrętnej
- owadziej także -
krzątaniny
pt. "żyjemy i mamy mnóstwo planów"

będę siedział w ogrodzie
i prukał
stary cap w fotelu
z pledem na kolanach

będę mrużył oczy
od chłodnego słońca
i patrzył jak po złotym błoniu
hipkają mnogie latrośle klanu

i wzruszę się
i rozanielę

i w mózgu uwiędłym
coś tam mi się ubrda
że powrót... 
dziecięctwo...
a ja hasam pospołu

odbiegnę gdzieś na bok

i tym razem 
się zgubię
^




Z PAMIĘTNIKA POMOCY DOMOWEJ

zrobiła ja dziś
jogurt rybny

dostała za to
Order Dupy

chlip
^




MIŁOŚCI SZELEŚCI

odtrącone koty
szeleszczą torebkami

(co się przynosi zakupy ze sklepu, foliowymi)

nad ranem je odtrąciłem
znaczy strąciłem - te koty
sobie z głowy bo wlazły tam
ugniatając ją oraz kadłub

i one teraz się mszczą upierdliwie
choć przecież z miłości
i strasznie ale to strasznie
szeleszczą

a jak je napominam wzrokowo
surowo
to one
- że to niby nie one

cóż

tak to być ojcem
^




Z NOTATNIKA POMOCY DOMOWEJ 2

i przyszedł do mie
szarmancki chorąży
z bukietem i z fasonem

i miał pół litry
wraz z szynką babuni
(nie własnej tylko kupną)

wiechcie ja dała do wazonu
pół litry z szynką my spożyli
i wkrótce my sie migdalilim


a potem on mówi
- weż przyrzuć sie czymś
bo muchy na tobie
siadajo


jak on móg
no jak on tak móg

chlip
^


AUTOEROTYK

gdybym miał sierść
to by mówiły
w znaczącym zmrużu mrużąc oczy
z niego to zwierzak
ale ma gadane

trochę małpolud
i ten no, satyr
za to Rilkego
zna i Rembo
i z tryliard słów na -cja i -izm

to by dopiero był awantaż
u dam - te dwa żywioły poziszczane:
spocony macho i wzniosły logos
w końcu złączone w domu jednym społem

więc
gdybym miał sierść
to bym był super

lecz w lecie miałbym przejebane
^




JAKI DOWÓD

potraktujcie to
jako ćwiczenie umysłu
lub dowód na istnienie
Pierwszej Przyczyny

bo brak odpowiedzi na niniejszą kwestię

w sensie
ten Wszechświat
- to on nieskończon?

jeżeli twierdzicie
że a i owszem
sobie to teraz wyobraźcie
wejrzyjcie w otchłań
nieszczęsne cwaniaczki
chyba nie wiecie co czynicie

no dobra
a jeśli ma granicę?
to co poza nią?

drut i wieżyczki?
zaorane pole
strużyny grafitu Bożego ołówka
płotek z napisem "koniec świata"?
- już prędzej choć takie literackie

no co jest
co jest za granicą

nie wiem, może chmury?

- rzekł kiedyś mój syn
i skończył pięć lat
^




APEL


kończy się jesień
a nadciąga
długa i bardzo mroźna
woźna

to żart oczywiście 
i echolalia
mam na myśli zimę
zbliża się długa i mroźna zima

najwyższa pora 
na naszą akcję
"przytul ptaszka
ogrzej go
a może i pocałuj"


apel niniejszy 
kieruje się szczególnie
do naszych 
miłych 

pań
^




GDZIE IDĄ I NA JAKIE BRZEGI


o ty która rozdzielasz
co winno trwać społem

ty która połówki
świętego związku
rozrywasz na wieki i amen

jednej niesiesz zgubę
fundując podróż
skąd nie ma powrotu
a drugą skazujesz
na bezradne trwanie
pęknięte
daremne
wśród świata galopu

pralko!

bo do ciebie ta mowa
która w nicość wciągasz
zawsze po jednej
skarpetce od pary
zawsze ta jedna
ginie w kipieli
i za twoją sprawą
przekracza progi
Walhalli Skarpet
tylko ta jedna
losu dokonywa
w tajnym międzyświecie
do którego przejście
zwą niewinnie bęben

a druga - zostaje
ni przypiął
ni wypiął

pralko
to do ciebie piję
siedząc na podłodze
przy trzecim browarze

pralko!
bogini ty mściwa
niesyta głodem
mechanicznych trzewi

- fakju
^




WIELKA JEST WAGA MOICH SŁÓW


urodziłem się
w sześćdziesiątym dziewiątym

a jak się dzisiaj zważyłem
na wadze w łazience
to wyszło że mam
sześćdziesiąt dziewięć kilo

hm
mhmm...

ha!

znakiem tego
jak się poeta przykładowo narodził
w siedemdziesiątym piątym
to waży 75 kilo
a jak w osiemdziesiątym trzecim
- to 83!


ech ci młodzi poeci
nie dość że smarkacze
to jeszcze grubawi
^




AQUA VITAE


a w kranach, kranach 
szumi morze
przemyka się przez żyły domów
niby skiełznane 
a przecież zwycięskie

a w kranach, kranach 
szumi morze
odwiedza smętek 
kamiennych pustelni
gdzie stygnie życie 
gdzie płaczą okulary
i tylko szumi 
szumi w ścianach

to wieloryby
mądre gady
pozdrawiają nas z otchłani
i głoszą
kiedyś wrócicie
a morze was przyjmie
w krainie pod morzem zaśniecie

a co na to ludziska?
co oni na zew ten
i wodną naukę
że sami li tylko po wodzie pisani? 

cóż 
nie chcą nic wiedzieć
więcej! srają na to
i spuszczają wodę
w swych modnych kibelkach
z ekologiczną 
opcją jedna druga
^




SYNKOM I CÓRKOM CO NIE SĄ OSTATNI


Dla Sz., K. i T.

powiedzmy tak
jesteś sam w parku i puszczasz latawiec
i nagle słońce wychodzi zza chmur
jest wczesna wiosna zimne powietrze
dlatego tym bardziej czujesz jak słońce 
dotyka twej skóry i przenika dalej
jest dobrze jest ciepło 
chce się przymknąć oczy i powiedzieć 
mrr

i teraz pomyśl
gdy ktoś będzie stał obok 
powiedzmy prawda właśnie 
twój młodszy braciszek
czy fakt że na niego także słońce spłynie
odbierze ci choćby trochę twego błogostanu? 
no nie
bo słońce obdziela wszystkich tak samo 
tak samo mocno
i niewyczerpanie
(dopóki nie zmieni się w białego karła 
czerwonego olbrzyma? 
nigdy tego nie wiem
ale to już inna historia jak podrośniesz trochę)

i takie właśnie jest kochanie taty
zupełnie bez końca dla każdego z dziatek 
choćby was było milion sto dziewięćset

więc nie bój się synku
miłości mi starczy
gorzej może być z kasą
ale nic się nie bój

tatuś coś wymyśli

(na przykład wstawi nereczkę na aukcję w allegro
ale to tak między nami 
twa babcia nie lubi tego dowcipasa
bo z kolei ja dla niej jestem wciąż syneczek)
^




WYGNANY Z EDENU, PRÓBUJĘ SOBIE RADZIĆ

a zatem
zaludniam ziemię
co i rusz
wsłuchuję się w plaskanie małych stópek
po zapastowanej podłodze
ups znowu się ulało
nie szkodzi
dom
jest trochę szurnięty
zwłaszcza że jeszcze koty
dokładają swoje
niemniej
tak
tworzę klan
i ja tu jestem kerownikiem

i jest to fajne

i wszystko pięknie
ale
co jeśli nastanie czas łez
czas pożogi i obcych twarzy
gdy trzeba będzie zostawić wszystko
i uciekać w zboże
nim tamci z pochodniami obstawią zagony
gdy nada będzie w dziesięć minut
spakować co się da
ciepłe rzeczy zwłaszcza
słysząc parskające na mrozie konie
lub przed kamiennolicym oficerem
w naprawdę szykownym mundurze
w trupim świetle rampy
dokonywać najtrudniejszych wyborów
co wtedy

co wtedy
 
nie wiem
na wszelki wypadek
dopijam piwo
i czyszczę bagnet

chyba z pierwszej wojny
co wykopałem powiększając warzywnik
i który w razie czego no cóż 
założę na broń
^




BĘDĘ TAM

może będą grali w Monopol
bo akurat burza zgoni ich z pól 
albo z dżungli łopianów 
nad złotym stawem gdzie tropi się zwierza

zabłocone kalosze 
naturalnie [tradycyjnie] zalegną 
na środku sieni

(tych paru rzeczy jakoś jestem pewien
bo ścieżki dzieciństwa są porównywalne
różnica może polegać na tym
że w czasie burzy nie zgaśnie im prąd
bo w domu będzie poręczny reaktor)

i będą siedzieć 
w pokoju kominkowym
dzieci mych dzieci 
wyrzucone w czas po mnie
solidnej chałupy dziedzice
i dębów co nad nią
będą grać w Monopol albo Chińczyka
(mam nadzieję że tylko tak nieszkodliwie
przybliżyć się zdoła
Królestwo Środka do naszej Natangii)
i będą grać podjadać łakocie
i pewnie trochę się kłócić

nie będę czuł się zupełnie swobodnie
mogę nie rozumieć niektórych słów
ale będę tam

będę

może nawet dla żartu trzasnę okiennicą
a któreś z nich powie 
to tylko ta burza

i wrócą 
do gry
^

 

----
nowe wiersze:
Tomasz Titkow

"Wyjaśniam mierzwę, ale bez przesady"
(fragmenty niepublikowanego tomu)



Copyright©2009 Tomasz Titkow